?>

list z Afryki (1)

» Wiadomości » list z Afryki (1)

Opublikowano: 5 października 2018

Kochani

Minął już tydzień naszych afrykańskich rekolekcji w Rwandzie, tydzień życia w całkiem inny świecie. W świecie, w którym życie płynie wolno, jak woda w naszych kranach. Cieszymy się bardzo że mieszkamy w miejscu w którym woda w ogóle jest, bo nie wszyscy ja mają, bo nie wszystkich na nią stać. Woda jest tu bardzo droga, bardzo dużo wykorzystuje się tutaj deszczówki, przy wielu domach stoją potężne zbiorniki na deszczówkę ( 5 tys. litrów), czasami nawet jak przy naszym (pallotyńskim), czy w ośrodku dla niewidomych dzieci po kilka. Wykorzystuje się ją głównie do mycia, ale tubylcy również ją piją. Rwandyjczycy są bardzo przyjacielscy i sympatyczni. Już pomału uczymy się ich języka, muraho – cześć, amakuru – jak się czujesz, ni meza – dobrze. Bardzo dobrze wychodzi nam też język migowy, którego najczęściej używamy. Można się tu dogadać po francusku i po angielsku.

Jak wygląda nasz dzień – rano o 630 codzienna msza św. w Sanktuarium, codziennie śpiewa na niej inny chór z pobliskiej szkoły (około 200 osób) – coś pięknego, po mszy idziemy na krótką modlitwę do kaplicy objawień, o 800 śniadanie, po śniadaniu praca, 1230 obiad, sjesta, praca, 1815 różaniec w kaplicy domowej, krótka adoracja najświętszego sakramentu, potem kolacja, no i rozmowy nocne polaków. Jest tu czterech księży, 2 z Rwandy, 1 z Konga, i 1 z Polski. Są tu też z nami Ula i Tomasz – wolontariusze, którzy są tutaj od lipca i za trzy tygodnie wracają do Polski. Jest również wolontariuszka ze Słowacji, Lucka. Około 20 – 21 idziemy spać. Rano o 530 robi się jasno, a o 1800jest już ciemno. Jesteśmy 70 km od równika. Kibeho jest na wysokości około 2000 m n.p.m., widoki są przepiękne, dookoła góry – takie nasze Beskidy, tyle że zbocza w 90% uprawiane są przez miejscową ludność. Cisza, spokój i jak na razie przepiękna słoneczna pogoda w granicach 25o, czasami powieje wiaterek, chłodniejsze są poranki, ale Ala daje radę, ma bluzę z dresu.

Co robimy – pierwsze dwa dni z Tomaszem składałem rurociąg pomiędzy dwoma zbiornikami na deszczówkę. Mieszkamy na zboczu (jak to w górach), a poniżej budowana jest mała szkoła dla dzieci, chodzi o doprowadzenie deszczówki do szkoły. Do dyspozycji mieliśmy rury 6 m, i parę kolanek 90ooraz klej do klejenia rur, resztę kątów musieliśmy wyginać na ciepło – ale daliśmy radę. Kolejne trzy dni zajęło nam wycinanie lasu eukaliptusowego(na szczęście jest piła spalinowa), pod drogę i budowę nowego domu. Pallotyni maja tutaj duży teren, który chcą zagospodarować na ośrodek rekolekcyjno – pielgrzymkowy, dlatego potrzebna jest droga dojazdowa.

Wczoraj pierwszy raz byliśmy z Ala i Tomaszem w ośrodku sióstr franciszkanek, dla niewidomych i słabo widzących dzieci. Ośrodek piękny, ma już 10 lat, jest w nim 140 dzieci i młodzieży,  w środku wymagał by porządnego remontu instalacji i urządzeń sanitarnych, jest to wszystko w opłakanym stanie. Brakuje wielu dla nas prostych i bez problemu dostępnych rzeczy – zaworków do spłuczek, wężyków, zaworów napełniających spłuczki, baterii umywalkowych i prysznicowych!!! Wiele ubikacji, umywalek i prysznicy jest  przez to nieczynnych. Próbujemy z Tomaszem robić co się da, ale nie wszystko się da.

Ala na razie z Ulą, porządkują magazyny –przeogromna praca, przyjmują pielgrzymów. Dziś  Ala była w szkole, uczyła się jak dzieciom wyciągać ze stópek takie małe robaczki, które zagnieżdżają się w nich.

Przeżyliśmy wczoraj pierwszą ulewę, taką prawdziwą , trwała pół godziny, ale wody było sporo. Miejscowi mówią że to jeszcze nie najgorzej, będą większe.

Wczoraj podczas modlitwy u Matki Słowa, przypomniały mi się słowa piosenki – „nie umiem dziękować Ci Panie, bo małe są moje słowa, zechciej przyjąć moje milczenie i naucz mnie życiem dziękować” – to tak w kontekście braku znajomości języka. Myślę też, że dzisiejsza ewangelia

Łk(10,1-12) potwierdza że podjęliśmy dobrą decyzję.

 

To na razie tyle, do usłyszenia, polecamy Was wszystkich w modlitwie Matce Bożej Słowa.

Ala i Grzegorz