Wieczór Uwielbienia i EDK 2019

» Wiadomości » Wieczór Uwielbienia i EDK 2019

Opublikowano: 12 kwietnia 2019

Pamiętam jak pierwszym razem powiedziałem w domu, iż idę na EDK… Podstawowe pytanie było: Po co? Po co iść czterdzieści kilometrów, samemu, w nocy? Moja odpowiedź była cały czas podobna: A dlaczego nie? Wyruszając na moje pierwsze EDK (2018) nie wiedziałem, z czym będę się lub chcę się zmierzyć. Z tego EDK, czyli 2018, pamiętam dwa takie zapadające mi w pamięć momenty: Pierwszy moment miał miejsce pod koniec trasy, gdzie zaczynało mi chyba odbijać, i stwierdziłem że jedyne co mi pozostaje to… wielbić Boga, Jezusa, Ducha Świętego, wychwalać Maryję i świętych. I mam świadomość, że dla osoby która wtedy szła około osiemdziesiąt może sto metrów za mną mogło wyglądać to dziwnie, iż osoba przed nią unosi ręce do góry, czy rozkłada je na boki, jakby znajdowała się na jakimś uwielbieniu – ale tak było. Drugi moment był chwilę później, po dość „zabijającym” podejściu gdzie była kolejna stacja… Miałem dość, dosłownie i w przenośni. Miałem myśl, aby usiąść pod drzewem i nie wstawać przez kolejne trzy godziny. Moje stawy i nogi mówiły mi, że to koniec, że dalej nie jestem wstanie pójść, że to dla mnie za dużo, że to jednak nie dla mnie, że nie mam sił, ochoty… mam po prostu serdecznie dość, że to podejście mnie „zabiło”, zniszczyło, złamało. Wtedy też zwróciłem się do Boga, z uwielbieniem. I chyba siłą woli ruszyłem dalej, choć nie wiem jak to możliwe. Po kilkunastu krokach jednak poczułem, jakby ktoś zabrał mi 3/4 zmęczenia, do tego jakbym odrobinę uniósł się nad ziemią, a od pleców zawiewał jakiś niewidzialny wiaterek pchający mnie do przodu. Wtedy przyszła taka myśl, że jeśli tak dobrze się poczułem, to czemu by nie iść jeszcze raz tej trasy, i nie zrobić osiemdziesiąt kilometrów? Wiem jak to brzmi, ale tak było.

EDK 2019 już po wyjściu z domu do kościoła miało swoje momenty, co już mi uświadamiało, że w tym roku łatwiej nie będzie. Już przy pierwszej stacji Drogi krzyżowej okazało się, że telefon, który miał mi służyć jako mapa i nawigacja, „nie łapie” sygnału GPS, ale byłem dobrej myśli. Nie może być łatwo, to przecież Ekstremalna Droga Krzyżowa. Drugi telefon, jedynie posiadający połączenia alarmowe też nie potrafił złapać sygnału GPS. Okazało się też, że buty które wybrałem, są za ciasne i zaczynają już dawać o sobie znać małe palce, w postaci bólu. Zmierzając do drugiej stacji zaczynałem się godzić z tym, iż idę na EDK praktycznie nie mając pojęcia gdzie jestem i czy dobrze skręcam np. na strasach leśnych. To wtedy ustanowiłem hasło na EDK w tym roku, „Jezus moją drogą” – ponieważ myśl, abym zrezygnował, nie przyszła mi nawet do głowy, ale to EDK składam Bogu i Jezusowi, aby mnie prowadził i kierował, abym podążał właściwą drogą, bo sam sobie nie poradzę. Po dojściu do drugiej stacji Drogi krzyżowej wiedziałem już, że te buty dadzą mi w kość, już nie mówić o coraz mocniej bolących małych palcach u stóp. Jedyna dobra wiadomość, to to, iż ten drugi wiekowy telefon „złapał” sygnał GPS, więc wiedziałem gdzie jestem i czy zbaczam z trasy.

EDK w tym roku, czyli 2019, uświadomiła mi kilka rzeczy, a mianowicie: Ekstremalna Droga Krzyżowa to nie jest rajd, wyścig, czy bieg przełajowy, który ma ponad czterdzieści kilometrów – to nie o to w tym chodzi, kto pierwszy, albo kto ostatni. Pamiętam jak dreptałem, a nie szedłem, z powodu tych nieszczęsnych bolących małych palców, i prosiłem Boga, aby już nie było więcej kamiennych odcinków na trasie. Ale one i tak później się pojawiały, i trzeba było je przejść, zaciskając zęby, z modlitwą w ustach. Były chwile kiedy powtarzałem jedynie dwa zwroty: „idziesz, idziesz, idziesz” i „Jezus (jest) moją drogą”… i tak w kółko, aby stawiać kolejne kroki, aby przemierzać kolejne metry, aby dojść do kolejnej stacji. EDK to także cisza, ale cisza nie jedynie wokoło, ale też cisza która jest w moich gardle. Nikt nie wie, jak irytujący jest ktoś kto idzie gdzieś w oddali, gdzie nie widać świateł, ale tę osobę słychać, bo cały czas mówi i mówi, i rozumiałbym, gdyby to była kobieta, ale to był facet… Inną rzeczą dla mnie w EDK to także brak wygód i ułatwień, ma być ekstremalnie, to ma tak być. I wiem, że wiele osób się ze mną nie zgodzi, ale uważam, że zabieranie bagażu w plecaku to, moim zdaniem, przesada. Dla mnie EDK ma jeden i podstawowy cel, wykończyć, złamać, przełamać, to nie spacerek po lesie, czy ulicami, czy drogami, ale moment, kiedy schodzisz do własnego zera, do kresu wytrzymałości, i jedyne co ci pozostaje to… zwrócenie się do Boga – do Tatusia – Abba, do Jezusa – Zbawiciela – Syna Bożego, do Ducha Świętego – Pocieszyciela, do Matki Bożej – Maryi – Miriam – Bogarodzicielki… o pomoc, siły, wytrwałość itp. I w tym miejscu zapadnie mi na długo chwila z EDK, 2019, kiedy to ma być stacja dwunasta wg. stacji Biblijnej Drogi krzyżowej (a jest to Droga krzyżowa która została zainicjowana w Wielki Piątek 1991 przez papież Jan Paweł II, a w 2007 przez papieża Benedykta XVI zatwierdzona do medytacji i do publicznego odprawiania), a chodzi o stację: Matka i umiłowany uczeń pod krzyżem Jezusa – kiedy ból był nie wytrzymania, jedyne co pchało mnie do przodu to spotkanie z Maryją, Matką Jezusa… Za chwilę będę Mamo, cudowna Maryjo… Czułem się wtedy jak dziecko, które biegnie na spotkanie ze swoją Mamą, aby się przytulić w chwili cierpienia, aby zostać pocieszonym w Jej ramionach. EDK, może jedynie mi, bardzo dobitnie i dosadnie pokazuje, iż sam od siebie nie wiele mogę dać, że to co mam, a nawet własne życie, siły witalne, albo osoby obok mnie, to tak naprawdę zasługa Boga, a nie moja. Żaden człowiek nie wymyślił rozmnażania, ani też nie zadecydował przed swoim poczęciem jaki chce być… Ekstremalna droga krzyżowa mi uświadamia, że możesz się na wszystko przygotować, ale jedynie w Bogu, z Jezusem, przy wparciu Maryi jesteś wstanie zwyciężyć każde trudności, ból, zniechęcenie, lęk, czy walczyć i zwyciężyć własny grzech. I tym tak naprawdę jest, moim zdaniem, EDK – Ekstremalna Droga Krzyżowa, skierowaniem głowy w górę i uświadomienie sobie, że to wszystko, także i mnie, stworzył Bóg, i Jezus oddał za mnie życie, z miłości… Na koniec pewna myśl z trasy: Panie Boże, wieje… Ale to ty stworzyłeś wiatr, a więc wiatr jest dobry. Panie Boże, deszcze pada… Ale to Ty stworzyłeś deszcze, więc deszcze jest dobry…

Mariusz