Pierwsza żorska Ekstremalna Droga Krzyżowa już za nami
Opublikowano: 23 marca 2016

Pierwsza żorska Ekstremalna Droga Krzyżowa już za nami. W naszym mieście uczestniczyło w niej ponad 400 osób w wieku od 8 do 79 lat, co przerosło najśmielsze oczekiwania organizatorów.
Jak zapewniali pomysłodawcy ze Stowarzyszenia WIOSNA z ks.Jackiem Stryczkiem na czele, EDK to wyzwanie, droga, zmaganie i spotkanie.
Wyzwanie podjęliśmy rozpoczynając wspaniałą Eucharystią u Filipa i Jakuba w Żorach rozbrzmiewającą gromkim śpiewem całego Kościoła prowadzonym przez wspólnotę NOVARE. Wychodząc na nasz szlak przy dźwiękach utworu Ennio Morricone z filmu MISJA wykonanym na oboju przez Michała Gajdę przy akompaniamencie Ewy Dyrda zabraliśmy z ołtarza brzozowe krzyże wykonane przez więźniów z Zakładu Karnego w Szerokiej. Ich sprawy też wzięliśmy na tę drogę.
Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo, ale wyzwania są i mają być trudne, by czuć większą satysfakcję u celu. Każdy z nas miał jakiś swój osobisty powód, dla którego było warto. Niektórzy dzielili się nim przy rejestracji pisząc: „chcę pogłębić swoją wiarę”, „szukam Boga”, „chcę sprawdzić swoje siły”, „mam taką duchową potrzebę” czy „chcę odnaleźć swoją życiową drogę”. Jeden z uczestników miał powód szczególny: „EDK jest przed moim domem, prowadzi także przed moim domem rodzinnym oraz przez miejsce gdzie się urodziłem i wychowałem. Nie mogę zostać w domu jeżeli Pan Jezus będzie niósł Krzyż na moim podwórku!”
Drogę wyznaczała nam „Trasa Zielona” ( pełna nadziei) wiodąca wokół Żor, po lasach, polach i przyległych wioskach, ale również środkiem naszego uśpionego miasta. Po leśnej ścieżce i asfaltowej drodze, pod górkę, na prostej, wśród zimnych wietrznych pól i wśród mieszkalnych dzielnic pełnych sennych domów.
W ciemności, ciszy, z latarką i mapą w ręku zmagaliśmy się z trudami nocy, bólem i zmęczeniem. Rozważaliśmy Mękę Pana z przygotowanych broszurek, ale czuliśmy, że to nawet nie jest cząstka tego, co musiał cierpieć On sam za nas, za nasze grzechy. Jak to ujął jeden z uczestników: „Podczas postojów nie można siedzieć zbyt długo, bo robi się zimno. Ale z każdym kilometrem po chwili spoczynku trudniej wstać. Bolą wszystkie mięśnie, na nogach odciski, a plecak jakby cięższy… Jak trudno było Jezusowi? By ruszyć dalej, potrzeba motywacji. Są chwile, gdy idzie się tylko siłą woli, wstaje tylko dla podjętych intencji. Poczucie wyzwania to za mało. Podnieść może tylko miłość.”
Najważniejsze jednak było to spotkanie sam na sam z Bogiem z dala od zgiełku codziennych zajęć, z dala od ludzi i zwykłych spraw. Był tylko On i ja, bez względu na to jak długi odcinek udało mi się pokonać. I to doświadczenie było istotą EDK i za to Bogu dziękujemy. Ale świadomość, że nie idę sam, że gdzieś obok mnie ktoś inny też zmaga się z sobą, pomagała iść. Jeden z uczestników komentuje: „Stacje „Szymon z Cyreny pomaga…” „Weronika ociera twarz…”. Na tej drodze uświadamiam sobie po raz kolejny, ile znaczy obecność drugiego człowieka. Wystarczy, że kroczy obok, jest w zasięgu wzroku, że w oddali miga jego latarka. Tylko tyle, aż tyle. Wiedzieć, że nie jestem sam. Na ile ja podnoszę na duchu innych? Choćby swoją obecnością, uśmiechem, pomocą?”
Pierwsi uczestnicy pojawili się pod krzyżem misyjnym obok kościoła przed godziną szóstą, a ostatni po godzinie dziewiątej. Każdy w swoim tempie, tak jak potrafił, na ile było go stać nieść swój krzyż. Ale każdy pod tym krzyżem był zwycięzcą, choć jak to zauważył jeden z nas: Zwycięzca został już ukrzyżowany, prawie 2000 lat temu”.
Wielkie podziękowania należą się wszystkim uczestnikom, którzy podjęli chęć propagowania idei EDK, jako jednej z form duchowości wielkopostnej. Jednak osoby, którym nie udało się przejść tej drogi w wyznaczonym terminie mogą podjąć to wyzwanie w jakimkolwiek czasie. Trasy dostępne są przez cały rok, choć z pewnością ożyją znów za rok w piątek przed Niedzielą Palmową.
Propagatorzy
Tomek i Bartek


















